Jeśli podróżujemy z wycieczką

Wszyscy, lub prawie wszyscy, lubimy podróżować. Jeśli podróżujemy w większej grupie, na przykład z wycieczką, możemy poobserwować typowe zachowania uczestników. Ponieważ w takich zbiorowych wycieczkach byłem w sumie pewnie dłużej niż rok, mam posortowanych uczestników na różne typy i kategorie. Kategorii to jest kilka, ale głównie odnosi się to do dwóch głównych: takich, którzy byli już wszędzie – przynajmniej tak wynika z ich opowieści i wzajemnego licytowania się w grupie; i takich, którzy nie mają odwagi się przyznać, że to ich jeden z pierwszych wyjazdów, że nie znają wycieczkowych obyczajów i zwyczajów. Swoi znajdują swoich i jakoś się dogadują.

Ale jest kilka takich typów indywidualnych, których typologia najbardziej przypomina mi rodzinę Smerfów. Przede wszystkim zawsze jest jakiś Ważniak, który musi zwrócić na siebie uwagę na samym początku wycieczki, pokazać się jako bywalec, proponować coś pod swoim – prawie wyłącznie – kątem. Czasem pokazuje również swoje możliwości finansowe, nieograniczone jak by się mogło wydawać.

W pewnym sensie na przeciwnym biegunie jest Maruda. Zawsze na coś narzeka. A to, że za gorąco, a to, że za zimno a on ciepłą kurtkę zostawił w pokoju; a to, że się nie wyspał, bo pobudka była za wcześnie, a powrót do hotelu poprzedniego dnia był zbyt późno; a tak w ogóle, to program mógłby być lepiej ułożony, itp. Jednym słowem: zawsze ma coś do skomentowania na swoje „nie”. Pewną odmianą Marudy są: Śpioch, który zawsze jest ostatni, bo noc była za krótka, by się pobawić i wyspać; oraz Ciamajda, który w zasadzie nie ma powodu, by być ostatnim, ale jednak jest.

Chyba jeszcze żadna wycieczka nie odbyła się bez udziału Smerfetki. Jest przekonana o swojej atrakcyjności, nie zawsze jest to przekonanie zasadne, w związku z czym pragnie zwrócić na siebie uwagę nie tylko uczestników wycieczki, ale także pilotów, kierowców, i innych osobników płci męskiej pojawiających się w pobliżu. Smerfetka może być w różnym wieku – coraz częściej spotkać można Smerfetki będące stypendystkami ZUS. Łatwe do natychmiastowego rozpoznania: lekko ekstrawagancki i kolorowy strój, nienaganna fryzura, a jeśli nakrycie głowy, to  naprawdę ekstra; często przystaje, by zrobić w każdym miejscu kilka selfie, itp.

Męskim odpowiednikiem Smerfetki jest Laluś, ale ten typ wycieczkowicza występuje mimo wszystko raczej rzadko. Też go można poznać po tym, że przy każdym drzewie lub kamieniu fotografuje się kilka razy – ze wszystkich stron – bo z żadnego zdjęcia nie jest do końca zadowolony, ale na zainteresowanie grupowiczów raczej nie liczy.

Łasucha kiedyś – gdy latało się z wyżerką – poznawało się już w samolocie, teraz najłatwiej jest wyłowić na śniadaniu przy szwedzkim stole, ponoć pochodzącym z Polski. Taki smerf ma obie ręce zajęte, bo poza podstawowym posiłkiem, czyli jajecznicą z proszku, niesie ciasteczka, owoce, jogurt, albo coś innego, co udało się upolować przed innymi. Jeśli jadalnia jest czynna od siódmej, Łasuch zjawia się pod drzwiami już  kwadrans przed, bo jest bardzo zapobiegliwy, nawet kosztem snu. O wynoszących jedzenie ze stołówki nie ma co pisać, bo szkoda papieru. I nieprawdą  ponoć jest, że to polska „specjalność”.

Niemal w każdej grupie jest Zgrywus, który stara się zabawiać i „rozrywać” wycieczkowiczów, czasem naprawdę już zmęczonych zwiedzaniem. Zgrywus nie przegapi żadnej okazji, by zabawnie – w swoim głównie przekonaniu – skomentować widok przez okno, mijaną wioskę afrykańską, czy wysoko pasącą się owcę. Czasem jest śmiech z komentarza, czasem żarty są ciężkie do wychwycenia. Jeśli Zgrywus ma w sobie coś z dawnego kaowca z „Rejsu”, próbuje wciągnąć do zabawy innych. Wtedy ma szansę wykazać się Poeta, który rzuca wierszykami o każdym widzianym zamku, moście, czy bazarze. Jeśli do tego jest w grupie Harmoniusz z organkami i swoim śpiewem, mamy zabawę na całego i na okrągło.

W grupie jest na ogół Architekt, który w każdym kościele, meczecie i muzeum daje wyraz swojej wiedzy o stylach i ich połączeniach oraz o detalach, których nawet pilot nie zauważył. Czasem można podróżować w towarzystwie Farmera, który zna każdą uprawę i prawie każde drzewo i na ogół mówi, że ma je w swoim ogrodzie. Albo, że będzie miał. I zbiera do torebki nasionka w tym celu.

Najtrudniej jest zidentyfikować w grupie Doktora. Wszyscy wiedzą, że lekarze na każdej niemal wycieczce stanowią liczną grupę. Ale wszyscy wiedzą też, że się do bycia doktorami niechętnie przyznają, bo nie chcą leczyć wysypek, migren, poparzeń słonecznych i innych dolegliwości, które czasem dopadają, i to nie tylko Niechluja i Tropiciela.

Niestety, z każdą wycieczką może zabrać się również Gargamel, choć Klakiera jak dotąd nie spotkałem.

A pilotów wycieczek też można sklasyfikować, bo jest ich kilka typów, ale to temat na odrębny tekst. Może kiedyś…

Andrzej Zawadzki