Złodzieje są o krok przed policjantami – oszustwa na ogłoszenia kupna-sprzedaży

Teza postawiona w tytule jest prawdziwa od zawsze. Dogonieni złodzieje muszą wymyślać coraz to nowe sposoby, by funkcjonować. W tym gonieniu złodziei pożyteczną rolę, jakkolwiek to brzmi, odgrywają ci, którzy dali się okraść, czy oszukać, choć odbywa się to  przy ich stracie, często nie do odzyskania, ale także ci, którzy starają się popularyzować metody działania oszustów.

Wraz z rozwojem nowych metod płatności pojawiają się też nowe metody oszustw. Oto jedna z nich. Na popularnym serwisie ogłoszeniowym wystawiam na sprzedaż używaną drukarkę. Już po kilku minutach, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, przychodzi na WhatsApp’ie pytanie, czy oferta jest aktualna. Trochę mnie to dziwi, bo przecież dopiero co wystawiona, więc myślę, że pewnie cena jest na tyle atrakcyjna, że wzbudza takie zainteresowanie. Odpowiadam twierdząco, po czym pojawiają się jeszcze ze dwa pytania, jak za chwilę się okaże, tylko takie pro forma, a więc o sprawność sprzętu, kompletność itp. Wszystko po to, by mnie wciągnąć w transakcję i okazać autentyczne zainteresowanie ze strony kupującego. Wreszcie kupujący przystępuje do realizacji swojego złodziejskiego planu. Pyta, czy byłbym skłonny przyjąć natychmiastową płatność za sprzęt z jego karty płatniczej na moją. W tym momencie zapala mi się czerwone światełko – przestaję myśleć o kupującym jako o kimś bardzo potrzebującym drukarki, zaczynam podejrzewać podstęp. Więc odpisuję, że nigdy dotąd tego nie robiłem, na co w zwrotnej wiadomości dostaję deklarację pomocy i „formularz” jego przelewu z podanym imieniem i nazwiskiem oraz kwotą za drukarkę, którą przelewa na mój rachunek. Wystarczy, że podam numer swojej karty, datę jej ważności i numer CVC z odwrotnej strony, a także – co wydaje się najbardziej zaskakujące – saldo karty. To wzmacnia moje podejrzenia, że mam do czynienia z oszustem, więc dalej prowadzę grę polegającą na podawaniu danych z błędami, co skutkuje ponagleniami i ofertami pomocy z jego strony. Mam też świadomość, że na karcie są naprawdę grosze, więc ryzyko niewielkie. Wszystko odbywa się w dalszym ciągu na komunikatorze. Kiedy mam już dosyć gry i informuję, że zrywam transakcję, mój kontrahent zaczyna do mnie wydzwaniać. Wtedy dopiero zauważam, że dzwoni z Ukrainy, w każdym razie z numeru z kierunkowym +380. Za chwilę oglądam w „Faktach” materiał o tego typu oszustach. Niestety, także o ich ofiarach.

Pamiętajmy, że nigdy: nie podajemy w sieci danych z karty, niezależnie od tego, jaki to rodzaj karty i jaka organizacja płatnicza ją wystawiła; nie podejmujemy się z nieznajomymi przeprowadzenia transakcji mającej pozornie znamiona nowości, a tak naprawdę będącej próbą oszustwa; nie  otwieramy maili z informacjami o naszym koncie, bo nie pochodzą z banku. Te maile to zresztą osobny i dość obszerny rozdział.

Autor tekstu: Andrzej Zawadzki