Pamiętnik z pandemii

PAMIĘTNIK – jak przeżyłam okres izolacji związany z epidemią koronawirusa COVID-19 – Aldona Mierzejewska

„Młodość żywi się marzeniami a starość wspomnieniami”

Dzień 7 lutego 2020 – piątek

Dla mnie jest to wielki dzień. Mija kolejna wiosna mojego życia. Kończę 82 rok i kiedy to minęło – nie wiem. Oglądam dziennik telewizyjny i dochodzi do mnie informacja, telewizyjny news, że w Chinach, w mieście Wuhan odnotowano pierwszy przypadek zakażenia nowym wirusem. Ponoć przenosi się drogą kropelkową z człowieka na człowieka. Pomyślałam samolubnie, jak to dobrze, że do Chin tak daleko…

Po chwili nastąpiła refleksja – żal mi tych ludzi, czy wyjdą z tej epidemii zwycięsko? Nasunęło się te  pytanie, czy jest lek na leczenie tej choroby.

Mija kilkanaście dni. Słyszę w mediach, ze śmiercionośny wirus dociera do Europy i kilka przypadków zachorowań zanotowano już w Polsce. Po tej informacji ogarnia mnie lęk – co będzie dalej? Są zalecenie żeby ograniczyć wyjścia z domu. Zaczynam się zastanawiać nad dalszym życiem jak postępować, jakie zastosować środki ostrożności. W końcu mam swoje lata.

Dzień 5 marca 2020 – czwartek

Muszę wyjść z domu na sesję Tyskiej Rady Seniorów. Jestem członkinią od pierwszej kadencji. Poruszamy kilka tematów, ale nic jeszcze nie wiadomo konkretnie w sprawie tej choroby. Wprawdzie stwierdzono pierwszy przypadek tej choroby u mężczyzny wracającego z Niemiec, a u nas są jedynie zalecenia dotyczące zachowania czystości. Czy to wystarczy myślę sobie? Planujemy działania na ten rok i przygotowujemy się do organizacji kolejnej Tyskiej Senioriady. Pewnie jak w poprzednim roku, późną wiosną zabawimy się w pięknym ośrodku wypoczynkowym na Paprocanach .

Dzień 9 marca 2020 – poniedziałek

Uczestniczę w zajęciach senioralnych, w Klubie Seniora. Przygotowujemy ozdoby świąteczne na Wielkanoc. Towarzyszy nam radość i popisy z własnoręcznie wykonanych pisanek, wiosennych gałązek, żartujemy i planujemy kolejne spotkanie w klubie. Po powrocie do domu słyszę komunikaty i informacje, które mnie przerażają. Są pierwsze ofiary śmiertelne. Wydano zalecenia, aby osoby starsze ograniczyły wychodzenie z domu.

Postanawiam przestrzegać zaleceń i zarządzeń związanych z pandemią koronawirusa. Rozmyślam jak tu zorganizować życie w czterech ścianach. Jestem osobą samotną i wiem, że muszę zaakceptować istniejącą sytuację dla swojego dobra i dobra mojej rodziny. Pozostaję w domowej izolacji i mam nadzieję, że to nie potrwa długo.

Dzień 13 marca 2020 – piątek

Moje życie i losy rodziny powierzam Najświętszej Maryi Pannie i Jej Synowi Jezusowi. Jestem z dziada, pradziada wychowana w wierze katolickiej a głęboka wiara pozwalała mi niejednokrotnie przetrwać ciężkie chwile i życiowe dramaty. Dużo czytam, przeglądam moje małe archiwum domowe. Wyczytałam, że z naszym kraju było już wszystko. Na przestrzeni stuleci Ojczyznę naszą nie ominęły klęski żywiołowe, epidemie. Był dur brzuszny, czerwonka, błonnica, cholera i dżuma. Teraz zaatakował nas i cały świat jakiś „koronawirus”. Głęboka wiara i zawierzenie Bogu Ojcu niejednokrotnie uratowało nasz kraj od zagłady. Wiem, z opowieści starszych osób o zdarzeniu na Ziemi Bralińsko-Kępińskiej o Pólku pod Bralinem (Diecezja Kaliska) gdzie zostało wybudowane Sanktuarium Maryjne. 

W 1630 roku baranowski burmistrz Jakub Mucha i Jego współtowarzysze niedoli złożyli śluby, że gdy unikną śmierci w trwającej epidemii, będą co roku pielgrzymowali na Pólko koło miejscowości Kępno. Ich modły zostały wysłuchane. W latach 1708 , 1710 i 1713 Kępno i okolice nawiedziło „morowe powietrze”. Ludność została zdziesiątkowana. Ciała zmarłych chowano w przydomowych ogrodach i na polach. W 1708 roku zmarł na tę chorobę proboszcz ks Jan Zygmunt Berthold. Wówczas mieszczanie też ślubowali ,że będą pielgrzymowali na Pólk. Modlitwy zostały wysłuchane a mieszkańcy ocaleli. Zaś tradycja pielgrzymowania trwa do dnia dzisiejszego. Wierzę w moc modlitwy. Postawiłam wszystko na Maryję. Uczestniczę w transmisji mszy świętej przez mój stary telewizor i modlę się.

Jestem też pełna nadziei. Przeżyłam Powstanie Warszawskie przy Bożej pomocy i myślę, że pokonam również koronawirusa a raczej, że on mnie ominie i będę mogła się cieszyć każdą chwilą mojego życia.

Domową izolację odczuwam boleśnie. Czuję się zamknięta w areszcie domowym. Mam czas na przemyślenie mojego dotychczasowego życia. Analizuję, przypominam sobie fakty i szukam innych ewentualnych rozwiązań tamtego życia. Należę do pokolenia „wewnętrznie okaleczonego pokolenia wojennego”. Jako kulkuletnie dziecko przyżyłam Powstanie Warszawskie, w którym zginął mój kochany tato, a ja z mamą i dużo młodszą siostrą, z walizką i krzyżem naprędce zerwanym ze ściany warszawskiego mieszkania uciekałam przed hukiem bomb z Warszawy. Ojciec został tam na zawsze a ja cały czas liczę na ozdrowienie od tych wspomnień…

A teraz nowy niewidoczny wróg… epidemia. Jak żyć ze świadomością nowego zagrożenia? Dosyć użalania się nad sobą. Cieszę się, że mam dach nad głową, nie świszczą kule i mam dookoła życzliwych ludzi i Boga w sercu i emeryturę na koncie. Muszę się tylko oswoić z myślą dłuższego spędzania czasu w domu, bo jestem 'wiekowa' i w grupie ryzyka.

Dzień 30 marca – poniedziałek

Tkwię nadal w domowej izolacji. Stwierdzam, że najgorsze to brak kontaktów z drugim człowiekiem. Ale od czego są telefony i kontakty z ludźmi przez telefon. Zgłosiłam się do akcji „dyżury telefoniczne Tyskiej Rady Seniorów”, zaproponowanej mi przez przewodniczącą, Urszulę Polubiec. Mam bardzo wielu znajomych i po udostępnieniu kilka naszych numerów telefony się rozdzwoniły. Sąsiedzka pomoc, solidarność, empatia – te słowa nabrały nowego znaczenia. Ludzie otwierali swoje serca opowiadając o młodości lub o przeżyciach wręcz tragicznych. Chcieli przed kimś otworzyć zakamarki swojej duszy, opowiedzieć o sprawach trudnych, które gniotły ich całe życie… zdrady, straty dziecka, odejścia… Są też rozmowy wesołe. Opowiadamy dowcipy i  wesołe zdarzenia z życia. Dzielimy się przepisami kulinarnymi i poradami praktycznymi  zdrowotnymi… Lubię rozwiązywać krzyżówki i czytać książki o różnej tematyce. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam książkę pt. „Krótka historia II Soboru Watykańskiego” Giuseppe Alberiego, w przełożeniu przez Pawła Borkowskiego. Zaskoczyło mnie bardzo, że w Soborze uczestniczą Biskupi (i nie tylko) całego świata, w tym polski Arcybiskup Karol Wojtyła oraz Kardynał Stefan Wyszyński. Sobór ten trwał od 1959 do 1965 roku.  Uczestniczyło w nim 2300 osób. Jako osoba wierząca jestem bardzo zainteresowana odnową życia chrześcijańskiego.

Izolacja daje się mi we znaki i jest coraz trudniej w domu, w czterech ścianach. Miewam trudne chwile i bywam załamana tą sytuacją. Moje ciało odmawia posłuszeństwa, coraz trudniej się poruszam i niechętnie wstaję rano z łóżka. Jak długo to potrwa, ta cała izolacja domowa. Koleżanki namawiają mnie do ruchu i gimnastyki w domu. Zaczynam powoli „usprawniać” swoje ciało… lewa do góry, prawa do góry. Noga do góry, noga w bok. To bezsensowne myślę!

Dzień 5 kwietnia 2020 r. Niedziela Palmowa

Kościół obchodzi tego dnia pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy dla dokonania swego paschalnego misterium. Dzień ten pozwala na wyjątkowe przeżycie i zrozumienie ostatnich dni życia Jezusa. Jest to najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym. Niedziela Palmowa zwana „kwietną” była obchodzona w mojej rodzinie zawsze w sposób szczególny. Po raz pierwszy w tym roku, z powodu tego małego, niewidocznego ale groźnego wirusa nie pójdę z palmą do Kościoła. Ta palma to symbol odradzającego się życia. Robienie palm wielkanocnych z gałązek wierzbowych, bukszpanu i innych zielonych roślin, ma w Polsce wielką tradycję. Jest mi smutno. Dzwonię do swojej koleżanki i zaczynamy do słuchawki śpiewać kościelne pieśni  liturgiczne a potem przechodzimy do piosenek biesiadnych. Może uda się poprawić nastrój. Już prawie miesiąc mija, jak jestem w odosobnieniu domowym.

Dzień 6 do 11 kwietnia 2020 – Wielki Tydzień

Z winy koronawirusa nie uczestniczę w liturgii przygotowującej do Świąt Wielkanocnych. Korzystam nadal z transmisji telewizyjnych i tylko w taki sposób mogę przygotować swoje serce do najważniejszych Świąt w życiu każdego chrześcijanina. Zastanawiam się jak spędzę te dni? Jak wyglądać będzie moje „uroczyste śniadanie wielkanocne”. Zapasy w lodówce kończą się i strach wyjść z domu, by w supersamie pomiędzy ludźmi rodzić zakupy. Może strach ma wielkie oczy, ale mam ogromny strach! Na szczęście mam dookoła siebie kilka życzliwych osób i odbieram telefony… Aldonka, czego Ci potrzeba? To moja sąsiadka, to moja koleżanka z rady seniorów, to moja daleka krewna i moja bliska rodzina. Łzy wzruszenia leją się po policzkach. Nie jestem sama! Mam świątecznego baranka, ciasto, biały barszczyk z jajkiem i małą buteleczkę z wodą święconą do poświęcenia pokarmów. Jest i zajączek od córki i wnuczka.

Wiem jedno,że swięta spedzę sama bo jestem w grupie ryzyka i sporych chorób towarzyszących, ale wokoło siebie mam życzliwych ludzi i dobre serca. Jest mi lżej i wiem, że nie ma zartów z tym covidem.

Stół nakryłam białym obrusem i przyozdobiłam świątecznym stroikiem. Jajka zabarwiłam w cebulowych łupinkach. Niektóre przyozdobiłam, jak mnie nauczono na klubowych zajęciach z rękodzieła. Było kolorowo, ale w sercu nadal był smutek. Pokarmy poświęciłam sama. Zmówiłam modlitwę i pokropiłam wodą święconą. Nie wysyłałam kartek świątecznych, bo ponoć mogą przenosić wirusa, ale moim znajomych życzyłam „wesołych świąt”. Wszystkim bardzo potrzebne były takie życzenia.

Dzień 12 i 13 kwietnia 2020 – niedziela i poniedziałek wielkanocny

Stół przygotowany do świątecznego posiłku. W „duchu” dzielę się jajkiem z osobami najbliższymi. Jestem wzruszona. Nie mam apetytu i śniadanie zakończyłam łykając łzy. Cieszę się, że mam telewizor i radio i mogę „uczestniczyć” we mszy rezurekcyjnej. Głęboka wiara pozwalała  mi pokonać wszystkie przeciwności losu. Teraz też tak będzie. Proszę, aby Zmartwychwstały Pan Jezus wraz z Maryją Matką Naszą pomógł nam widzieć nadzieję w każdym dniu naszego życia.

Dzień 23 maja 2020 – sobota

Podchodzę do okna i obserwuję budzącą się do życia przyrodę. Kwitną stokrotki. Aleja lipowa cieszy oko – to prawdziwy cud natury i dobry pomysł architektów przestrzeni, aby móc usiąść na ławeczce w alejce i schronić się przed słońcem. Tak będzie, myślę sobie.  Pod moim oknem znajdują się kontenery do segregacji odpadów. Często podchodzą osoby szukające metalowych puszek. Nagle zauważam mężczyznę wyjadającego coś z puszki. Jestem w szoku i serce mi pęka z żalu. Pomyślałam sobie, że ja nie jestem głodna, jestem zaopiekowana przez bliskich i życzliwe koleżanki. A ten człowiek wyjada jedzenie ze śmietnika. Zrobiłam paczkę z moich zapasów i podałam temu człowiekowi. Są ludzie, którzy potrzebują większej pomocy aniżeli ja i nie można przejść koło takiego człowieka obojętnie.

Dzień 26 maja 2020 – wtorek

Dzień wyjątkowy. To święto wszystkich matek. Mama, Mamusia, Matula, Mamuśka – to najpiękniejsze słowa świata. Jest mi przykro, bo nie mogę pojechać na grób mojej Rodzicielki, która odeszła w wieku 98 lat przed 11-toma laty do Pana. Wpatruję się w Jej fotografię. Zapaliłam świeczkę i zmówiłam modlitwę za spokój śp. Mamy. Dziękuję Ci Mamo za dar życia, noce nieprzespane, za trud wychowania, za miłość, że byłaś przy mnie kiedy było mi źle i ciężko. Boże daj Jej wieczne spoczywanie…

Nachodzi mnie znowu smutek i refleksje! Wirusie daj nam spokój, odejdź od nas ! Chcemy normalnie żyć bez łez. Jak co dzień linia poradnictwa telefonicznego gorąca. Nie tylko mnie jest w tym dniu ciężko w tym zamknięciu domowym. I jest ten najważniejszy telefon. Dzwoni córka Małgosia z najlepszymi życzeniami. Do rozmowy włącza się mój jedyny wnuk Jasio. Babciu, możemy do Ciebie przyjechać? Mamy maseczki! Serce podpowiada mi, że nie mogę odmówić spotkania i obawiać się jakiegoś COVIDA. Czekam z herbatką na najważniejsze osoby na świecie. Witamy się bez uścisków i pocałunków. Dzielą nas maseczki i rękawiczki. Przy herbatce oglądamy pamiątkowe laurki od mojej córki. Jest jedna z 1983 roku od 13-letniej Małgosi. Własnoręcznie napisane słowa „Najukochańsza Mateczko, ile rybek żyje w morzu, ile piskląt jest w przestworzu, ile gwiazd na niebie lśni, tyle Mamuś tu na świecie dni radosnych życzę CI”. Czy ktoś dzisiaj robi takie laurki z tak pięknymi życzeniami? A one może się jednak sprawdzają!

W tym dniu wspominam naszego Wielkiego Syna Narodu Polskiego, Ojca Świętego Jana Pawła II, który został bardzo wcześnie osierocony przez Matkę. Potem odszedł brat – lekarz zarażony w pracy w szpitalu w Bielsku Białej, a potem Ojciec.

Znów ogarnia mnie melancholia. Czy to już tak będzie cały czas?! Koleżanki mówią, abym wyłączyła telewizor i nie słuchała tych przygnębiających informacji o kolejnych zachorowaniach i odejściach. Rozmawiamy o Ojcu Świętym, Jego Życiu i Jego Testamencie i wartościach, które nam przekazywał. Miałam okazję spotkać się w Rzymie na prywatnej audiencji z Janem Pawłem II. Opowiadam o tym znajomym przez telefon. Musimy  pamiętać też, że Matkę mamy tylko jedną. Ale jest jeszcze jedna MATKA , która nas karmi… to nasza Ojczyzna. Dzień Matki jeszcze się nie skończył a mnie spotkała kolejna miła niespodzianka. Moja sąsiadka Basia przyniosła mi pączki, abym sobie osłodziła ten dzień. Taki miły ludzki gest.

Mijają kolejne dni w pandemicznej izolacji . Kolejne informacje o zachorowaniach i odejściach. Kilku moich znajomych zachorowało. Nadal rozmawiam w ramach „dyżuru telefonicznego” Tyskiej Rady Seniorów, chociaż jestem już bardzo zmęczona i mocno przygnębiona. Moi rozmówcy nie omijają spraw politycznych i często chcą wyładować swoje emocje . Postanowiłam zmienić moje zachowanie i sposób myślenia , ale te osoby mi nie pomagają. Zaczynam słuchać wybiórczo wiadomości telewizyjnych i wybiórczo rozmawiać przez telefon. Każdego ranka cieszę się ,że spokojnie przestałam noc. Myślę, że jeszcze w życiu spotka mnie coś miłego. Skupiam się na miłych wydarzeniach. Oglądam swoje albumy ze zdjęciami kolegów, rodziny. Oglądam liczne książki z pięknymi dedykacjami za moją długoletnią działalność społeczną.

Mija trzeci miesiąc jak nie wychodzę z domu, ze swojej izolacji pandemicznej. Pomimo tego, staram się optymistycznie myśleć i pracować nad sobą, aby kiedyś bezpiecznie wyjść z domu o własnych siłach i z radością usiąść na swojej ławeczce, pod lipowym drzewem. Pragnę już tego z całego serca dla siebie i innych starszych osób „uwięzionych” w domach z powodu tej zarazy.

Moje spisywane przeżycia i refleksje chciałabym zakończyć podziękowaniami dla całego personelu medycznego, dzięki któremu wszyscy możemy się czuć bezpieczniejsi. To Oni są narażeni na zachorowania ale też na stresującą prace w tym trudnym czasie. Dziękuje też mojej najbliższej rodzinie Małgosi i Beatce, sąsiadce Basi oraz moim koleżankom z Rady Seniorów, Urszuli i Danusi, które pomimo zagrożeń wspierały i nadal wspierają  mnie, nie tylko duchowo.

Połowa czerwca, a ja nadal w izolacji domowej….

„Boże miej nas w swej opiece. Od powietrza, głodu, ognia i wojny Wybaw nas Panie”

Wspomnienia poświęcam mojemu ukochanemu wnukowi 10-letnimu Jasiowi – babcia Aldona.

Aldona Mierzejewska – Tychy, Pamiętnik mojej pandemii Luty- Czerwiec 2020 r. (pełna wersja PAMIETNIKA została wysłana na Konkurs ogłoszony przez Uniwersytet Warszawski, Wydział Socjologii, do którego napisania zachęcili mnie P. Paweł G. z CUS oraz Urszula z TRS – to ich wina, gdyby co…)

Aldona Mierzejewska – autorka „Pamiętników z pandemii” pisanych na konkurs PAN i UW. Pamiętniki Aldony znalazły się w grupie 30 wyróżnionych, spośród 400 nadesłanych prac.