Piaseczyński Dzień Seniora – relacja uczestnika

Stres organizatorów był duży, czego zresztą od początku nie kryli. Powody były co najmniej dwa. Po pierwsze, Dzień obchodzony był po raz pierwszy w nowej formule, takiej ogólno środowiskowej, a nie jak dotąd jako święto największej w Piasecznie organizacji, Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów, skupiającej ponad 700 członków, więc naprawdę potężnej. Gdyby wszyscy członkowie przybyli na sobotnie święto, to nawet dla nich zabrakłoby miejsca. I drugi powód: impreza odbywała się w nowym centrum edukacyjno – multimedialnym, wielkim i pięknym obiekcie, ale dotąd nie sprawdzonym dla tak dużej imprezy. Zaproszenia, w liczbie pięciuset, rozeszły się jak ciepłe bułki z piekarni położonej dokładnie obok.

Ale wszystko wypaliło. Sala świeciła kolorami, jak przedszkolna klasa  w dniu inauguracji roku, organizatorzy byli na każde skinienie w przepięknej muszce, stanowiącej ich znak rozpoznawczy, goście stawili się licznie i dostojnie, a zbieżność z kampanią wyborczą była w tym wypadku zupełnie przypadkowa.

Piaseczyńska Rada Seniorów, zamiast wypinać pierś do orderów, weszła w całości na scenę, by się pokazać i uhonorować panią Honoratę Kucharską, która przez całe dekady przewodniczyła Oddziałowi PZERiI w Piasecznie. Wręczono pani Honoracie  – jako drugiej w historii gminy – Odznakę Zasłużony dla Piaseczyńskich Seniorów. Pani Honorata nie mogła do końca imprezy cieszyć się swoim sukcesem, bo razem z chórem Złota Jesień pojechała uczestniczyć w Drugim Przeglądzie Artystycznym Twórczości Osób Starszych, który pod patronatem drogiego wszystkim seniorom  Marszałka Mazowsza odbywał się w tym samym czasie.

Potem na estradę weszli prawdziwi seniorzy: tacy, którym udało się dożyć 80-tki, a nawet 90-tki. Nie wszyscy wkroczyli o własnych siłach, to fakt, ale to, że ktoś ich wprowadził daje nadzieję. Brawa, brawa, i jeszcze raz brawa; a do tego uznanie i życzliwość, bo cóż możemy dać więcej.

W ramach twórczości artystycznej osób świętujących wystąpił teatr „Peronówka”. Nazwa sugerować  może zupełnie coś innego, ale została wybrana dlatego, że teatr ma swoje miejsce prób w przystosowanym na klub budynku czynnej stacji kolejowej.

Bardzo porywającą częścią imprezy było wspólne śpiewanie. To jest dla niektórych nawet niewytłumaczalne, że śpiew może tak  porywać ludzi, którzy nawet pod prysznicem śpiewają raczej ostrożnie. Organizatorzy przeszli tu samych siebie: był wspaniały Animator i śpiewniki wydrukowane czcionką stosowną do wieku uczestników. Wszyscy, chyba bez wyjątku, śpiewali do woli, przy czym, im bardziej frywolne były teksty, tym śpiew był bardziej słyszalny. Także poza salą, głównie – co dla mnie jest pewnym zaskoczeniem – za sprawą pań.

Było wiele stoisk towarzyszących imprezie. Wystawiały się działające w gminie liczne kluby seniorów, spółki komunalne, ale także instytucje rządowe. Panie z pacjent.gov.pl były nad wyraz wyrozumiałe dla naszej, a tak naprawdę mojej, indolencji w e-sprawach. Apeluję do przełożonych tych pań, by zaliczyli wszystkie nadgodziny i podnieśli dodatek trudnościowy za uczestnictwo w przedsięwzięciu, jakim jest Dzień Seniora – trzeba tłumaczyć dłużej, a i tak nie zawsze skutecznie.

Potem już mogły być tylko tańce. Najpierw w porywającej na parkiet grupie, a potem już jako pospolite ruszenie. Zupa gulaszowa, najróżniejsze ciasta, czy drożdżówki, a nawet czekolada bez cukru nie były w stanie zatrzymać tanecznego pędu seniorów, którzy raz jeszcze udowodnili, że liczy się nie PESEL, a stan umysłu. No, może jeszcze w tym przypadku także stan stawów.

Andrzej Zawadzki