Wywiad z Andrzejem Kapłankiem autorem książki "Stwórz dobrą starość"

Wywiad z Andrzejem Kapłankiem, autorem książki „Stwórz dobrą starość”

Stwórz dobrą starość

Na półkach księgarskich ukazała się książka Andrzeja Kapłanka „Stwórz dobrą starość” z intrygującym podtytułem: „Nie wysyłaj życia na emeryturę”. A. Kapłanek jest autorem kilkudziesięciu książek podróżniczych, powieści, biografii oraz książek zaliczanych do gatunku literatura faktu. Są pokłosiem jego rozlicznych wędrówek po świecie, fascynacji żeglarstwem, alpinizmem. Pobudzają wyobraźnię, wywołują spory. W dorobku autora jest również książka inna od jego dotychczasowych pisarskich dokonań. I to o nią pytamy na umówionym spotkaniu.

Pytanie: Panie Andrzeju, jak zrodził się pomysł napisania książki „Stwórz dobrą sta­rość”?

Zawdzięczam go mojemu wydawcy – Andrzejowi Wójcikowi z „Kosa”. To on zapłodnił mnie pomysłem. Minęło dziesięć lat od wydania poprzedniej książki „I ty możesz być szczęśliwy, zdrowy, bogaty” – powiedział podczas jednego z naszych spotkań. – Dobrze byłoby pokazać, jak czas zweryfikował twoje spojrzenie na propagowane w niej wartości.

Skorzystałem z tej podpowiedzi. Lecz nie miałem zamiaru pisać kolejnego poradnika naszpikowanego mądrościami i opiniami ekspertów. Za to chciałem opowiedzieć, jak poradziłem sobie ze strachami, fobiami, przesądami towarzyszącymi myślom o starości. A także kilkoma poważnymi życiowymi zakrętami, którymi obdarzył mnie los. Opisuję drogę, jaką wybrałem, by moja starość nie była gnuśna, smutna, beznadziejna. Że był to wybór dobry, doświadczam każdego dnia. Moja jesień życia jest radosna i satysfakcjonująca.

Pytanie: Kiedy zaczyna się starość?

Gdyby słuchać wytycznych ONZ, to wiek geriatryczny zaczyna się w 60 roku życia. Przy czym czas między 60 a 75 rokiem nazywany bywa wiekiem podeszłym, zaś od 75 do 90 roku – wiekiem starczym. Powyżej zaczyna się wiek sędziwy, któremu towarzyszy znaczny spadek zdolności adaptacyjnych w wymiarze biologicznym i psychospołecznym oraz stopniowe nasilenie zależności od otoczenia. Lecz tak naprawdę starość zależy wyłącznie od naszych reakcji na upływ czasu. Rejestrując coraz większą ilość bodźców zewnętrznych, tworzymy kolejne pętle przyczynowo-skutkowe, które uświadamiają nieuchronność degradujących procesów fizycznych, zachodzących w naszym ciele. Kiedy sygnały te przetworzymy na negatywne emocje – zaczyna się starość. Przestajemy wierzyć, że można zapanować nad tymi procesami. Jakość naszej starości stymulują więc stada rodzących się w głowie „czarnych myśli”. Świadomość tego jest kluczowa dla zrozumienia konieczności systematycznej pracy nad sobą, gromadzenia wiedzy i korzystania z rozsądnych podpowiedzi.

Pytanie: Co więc należy zrobić i od kiedy rozpocząć przygotowania do spotkania ze starością?

Im wcześniej, tym lepiej. Ja od wielu lat udowadniam sobie, że umysłowa i emocjonalna aktywność potrafi przedłużyć młodość, opóźnić procesy geriatryczne, umożliwia wychodzenie cało ze zdrowotnych komplikacji, jakim dotknął mnie los. Zgoła przeciwny efekt wywołują: złość, zgorzknienie, krytykanctwo, chciwość, uleganie własnym słabościom. Wzdychanie i litowanie się nad sobą niszczy psychikę, a licytowanie dolegliwościami – znajduje finał na cmentarzu. Największą tragedią jest utrata nadziei; największym bogactwem – zdrowie. Najlepszy prezent, który możesz darować albo otrzymać, to przyjaźń i miłość.

Niestety, nie ma podręczników radosnego starzenia się. Każdy uczy się tego sam. Ja zbierałem doświadczenia przez dziesiątki lat. Nie było łatwo, bo jak powszechnie wiadomo, „życie to nie bajka”. W realu królewicz nie zaprosi Kopciuszka do pałacu, a czarodziejski stolik nie zapełni się frykasami; najsprytniejsi bliźniacy nie potrafią ukraść Księżyca. W prawdziwym życiu nie ma szczęśliwych bajek. Są za to ludzie tęskniący za kimś podobnie myślącym i czującym. Ja także uważam, że warto kolekcjonować piękne chwile z kimś bliskim.

Pytanie: Jaka jest więc recepta na piękną starość?

Niezbyt skomplikowana. W moim gabinecie powiesiłem swoisty dekalog zachowań pomagających osiągnąć równowagę ducha, wyciszyć emocje i cieszyć się. Uświadamiają mi, że chcąc zaznać wewnętrznej harmonii i cieszyć się każdym rozpoczynanym dniem, należy: wyzbyć się pazerności, cieszyć pięknem w każdej postaci bez pożądliwości. Nie jęczeć, nie zadręczać pretensjami otoczenia, przestać wierzyć w sprawiedliwy świat. Witać dzień z radością; zasypiać wspominając pozytywne dokonania. Cenić czas, kochać ludzi i żyć intensywnie w otoczeniu tych, którzy myślą podobnie. Mieć wytyczony cel i drogę, która doprowadzi do jego realizacji.

Pytanie: Może jakiś jeden przykład takich dalekosiężnych planów?

Z tymi dalekosiężnymi planami należy być ostrożnym. To Woody Allen powiedział: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich wielkich, dalekosiężnych planach”. Mimo tego zaplanowałem na przykład bicie rekordu świata w biegu na 100 metrów w kategorii stulatków. Stawiając sobie taki cel, mam potrójną motywację. Po pierwsze: muszę dożyć tego wieku. Po drugie: muszę dbać systematycznie o kondycję fizyczną. Po trzecie: mam szansę załapać się na comiesięczny kilkutysięczny dodatek do emerytury, przysługujący stulatkom. A to daje mi potężnego kopa, bo nie mam zamiaru niczego darować ZUS-owi. To moje chciejstwo, trochę może wyśrubowane, stanowi rodzaj geriatrycznej terapii. Wymusza aktywność, będąc zarazem antidotum gnuśności. Dodatkowo jest to wdzięczny temat podczas spotkań towarzyskich, gdy organizuję widownię, sędziów, masażystki, zespół dopingujący. A kiedy ktoś, młodszy ode mnie, powątpiewa, czy dożyje do tej organizowanej przeze mnie imprezy, mam okazję uświadomić mu konsekwencje takiego myślowego czarnowidztwa. Ja wyrzuciłem ze swego zasobu słów zwroty: „jestem do niczego”, „nie dam rady”. Brak wiary w siebie czyni z nas marzycieli-bajarzy. Bez dozy zaufania do siebie będziemy ciągle smakowali lody przez szybę.   

Pytanie: Czyje życiorysy mogą być inspiracją do podejmowana nowych wyzwań bez oglądania się na kalendarz?

Wiele jest przykładów takich późnych startów do sukcesów. Harland Sanders – mając 62 lata zakładał znaną i do dziś prosperującą sieć restauracji KFC. Umierał jako wielokrotny milioner. Danuta Szaflarska – jej kariera nabrała blasku po 80-tym roku życia. Ostatni raz na deskach scenicznych pojawiła się mając 101 lat. Swoim scenicznym zaangażowaniem udowodniła prawdziwość wypowiadanego przez siebie wielokrotnie ze sceny bon motu, że drzewa umierają stojąc. Grandma Moses zaczęła malować mając lat 78, a jej obrazy trafiły do największych galerii świata. Dlatego rozpoczynając nowy projekt, powtarzam często: „Mogli oni, możesz i ty… Twoja starość nie jest wcale taka stara. Masz umysł wciąż sprawny, potrafisz zachwycać się pięknem, rozpiera cię witalność, wypełniony jesteś pomysłami i choć szron na głowie(…) w sercu ciągle maj”.

Pytanie: Na co należy zwrócić szczególną uwagę, próbując „stworzyć dobrą starość”?

Wędrując po świecie, odwiedziłem kilka miejsc słynących z długowieczności mieszkańców. Z zamętu informacyjnego usiłowałem wyłowić sekrety ich wyjątkowo dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Z ich doświadczeń i odpowiedzi wysublimowałem kilka elementów wspólnych. Wszyscy mieszkali z dala od miast, w rolniczych lub pasterskich wioskach nieskażonych nadmiarem cywilizacyjnych udogodnień, w przypadku choroby sięgają po zioła i tradycyjne metody leczenia, a ponadto:

  • Prowadzą aktywny tryb życia, preferują ruch w każdej postaci, pracują fizycznie na słońcu, które stymuluje w ludzkich organizmach wytwarzanie witaminy D. Angażują się w życie lokalnych społeczności, uprawiają jogę. Seniorzy żyją otoczeni szacunkiem w wielopokoleniowych rodzinach. Mają cel w życiu i poczucie własnej przydatności.
  • W ich niskokalorycznej diecie dominują warzywa, owoce, różne kasze, rośliny strączkowe), mocne przyprawy. Mięso pojawia się sporadycznie (przeważają ryby). Większość roślin pochodzi z upraw bez pestycydów i sztucznych nawozów. Mieszkańcy Okinawy nie piją mleka ani nie jedzą sera, ale do diety włączyli tofu (ser sojowy) oraz miso (fermentowana pasta sojowa). Kaukascy górale wypijają sporo wina, Japończycy – mnóstwo zielonej herbaty.

Zapamiętałem receptę na długie życie, usłyszaną od wiekowej mieszkanki Uzbekistanu: „Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany. Żyj czysto, zdrowo i niech Bóg ma cię w swojej opiece”. Dodałbym jeszcze, powtarzając za Bobym Marleyem: „Don’t worry. Be happy”.

Pytanie: Czy można mówić o urokach starości?

Jedną z dobrych stron starzenia się jest możliwość obserwowania bez emocjonalnego zaangażowania, rozchybotania świata i zachodzących w nim nieodwracalnych przemian. Starość jest bowiem takim etapem życia, gdy jesteśmy dla siebie „sterem, żeglarzem, okrętem”, gdy nie pogania czas ani korporacyjna dyscyplina, gdy uwalniamy skrywane dotąd głęboko „chcenia”. Od wczesnego poranka możemy więc rozkoszować się drobnymi i większymi przyjemnościami: stąpać bosymi stopami po trawie pokrytej poranną rosą, słuchać treli rozbudzonych ptaków, witać słońce wychylające się zza horyzontu. Potem leniwy bezruch na tarasie, uruchamianie ciała i duszy, smakowanie małymi łyczkami smoliście czarnego espresso. Już dla takiej chwili warto żyć. A przecież przed nami cały dzień. Spacer leśnymi duktami, rozkoszowanie się zapachem świeżo ściętej trawy, podglądanie wdzięcznych sarenek, możliwość przytulenia się do pnia ulubionej brzozy… Każda pora roku dostarcza bogactwo takich właśnie różnorodnych wrażeń, wywołujących wewnętrzny spokój. Ta zdolność świadomego kształtowania odczuwanego błogostanu pomaga akceptować i równoważyć postępującą degradację ciała. A przecież to zaledwie cząstka doznań czekających na skonsumowanie.

Wyprzedzając kolejne pytania o sposoby osiągania takiego stanu ducha i ciała, odwołam się do mojej książki „Stwórz dobrą starość”, w której próbuję pokazać, że nie jest to „mission impossible”. Świat ma do zaoferowania bardzo wiele, ale otrzymamy jedynie tyle, ile sobie wywalczymy.