Krystyna Mazurówna

Zawsze wszystko jest możliwe. Mazurówna

Jest Pani niekwestionowaną ikoną stylu. Jak wyrobić sobie taką markę w i utrzymać ją tak długo?

Nie wiem, czy jestem ikoną, ale trzymam się mojego stylu: robię to, co lubię, ubieram się tak, jak mi się to podoba, czeszę się tak jak chcę, a przede wszystkim nie wpływa na mnie opinia sąsiadów czy nawet moich dzieci. Uważam, że trzeba być wiernym sobie i robić wszystko na co ma się ochotę. To jest moja dewiza od lat. Nie raz ludzie zaczepiają mnie na ulicy i mówią: podziwiamy panią. Czasem oczywiście jakiś portal skomentuje, że jestem dnem kompletnym i powinnam już umrzeć, ale to mnie tylko śmieszy. Uważam, że najważniejsze w życiu to być wierną sobie i robić w życiu to, na czym mi zależy, czasem wbrew woli rodziców, wbrew woli męża, czasem nawet dzieci.

Jest Pani uznaną tancerką z licznymi nagrodami na koncie. Jak rozpoczęła się Pani przygoda z tańcem i czym jest dla Pani taniec?

Całe życie tańczę i spotykam się z licznymi przychylnymi opiniami. Taniec był w moim życiu od wczesnych lat młodości. Kiedy miałam 3 lata byłam po raz pierwszy na spektaklu baletowym i zauroczyłam się. Postanowiłam tego samego dnia, że całe życie będę tańczyć. Nie wiem, czy się w tańcu zakochałam, ale powzięłam to postanowienie, a że jestem uparta, to do dzisiejszego dnia staram się go trzymać. Taniec dał mi sposób na wypowiadanie się. To może być taniec, ale też jakakolwiek inna kreatywność. Bardzo lubię wszystko, co jest związane z kreatywnością, to może być urządzanie mieszkania, uszycie sukienki, czy zaprojektowanie zabawki dla dziecka. W tańcu mogłam się najpełniej wypowiedzieć, dlatego że nie tańczyłam tak jak mnie nauczono, ale tak, jak sama sobie wyobrażałam.

Jak Pani zdaniem zachęcić seniorów do aktywności?

Mówić Seniorom, że wszystko można w każdym momencie życia. Takim przykładem może być to, że gdy miałam 13 lat myślałam, że będę zawodową tancerką albo modelką, a może pisarką i wtedy wyobrażałam sobie takie wielkie biurko, jakie miał mój tatuś, a na nim kałamarz. Pióro ze stalówką, i że w zeszycie będę spisywała wszystkie moje przemyślenia. Minęło masę lat, a ponieważ taniec jest dziedziną bardzo trudną i bardzo wymagającą, pierwsze 60 lat tylko tańczyłam, dopiero później zaczęłam pisać książki. Wydałam już trzy, teraz piszę czwartą, wprawdzie nie na tym biurku, nie stalówką i nie w zeszycie, ale już na komputerze. Gdy miałam 15 lat, doszyłam do wniosku, że jestem za mała i za gruba na modelkę, ważyłam wtedy 48 kilo. Minęło 60 lat, mam 15 kilo więcej i chyba ze 2 cm mniej niż wtedy. Pomyślałam sobie, że to nie są żadne przeszkody i stało się, występuje teraz jako modelka na pokazach mody. Ostatnio w Krakowie, w Warszawie, w Paryżu, na Zamku Książ. Zawsze wszystko jest możliwe. Jest to sprawa tylko naszej decyzji i konsekwentnego uporu.

Co daje Pani siłę do działania?

Stawianie sobie kolejnych celów, które sukcesywnie realizuję, a ponieważ mam już w tym wprawę, to idzie mi to coraz łatwiej, coraz szybciej. Zawsze mówię, że nie mam marzeń, mam tylko plany, które realizuję. Gdy byłam mała to miałam marzenia, by być modelką, siedziałam, leżałam i zastanawiałam się jakby to było być modelką. Być modelką – no to już! Próbuję! Napisałam tu, tam, zaczęły się castingi i jestem modelką. Tak samo było z pisaniem książek, artykułów, z innymi pracami, które wykonywałam, chyba ponad 30 w różnych zawodach, które wszystkie się mi podobały. Np. byłam szatniarką i ani przez moment nie czułam się tym poniżona, wręcz przeciwnie, przebierałam się, musiałam mieć granatową spódniczkę i białą bluzeczkę, co zupełnie nie jest w moim stylu, przychodziłam co wieczór do pracy i grałam rolę szatniarki. Witałam gości z serdecznością, pomagałam, wskazywałam drogę, zawsze z pełnym uśmiechem na ustach. I bardzo dobrze się bawiłam. Wszyscy mówili: ale klasa ta szatniarka, jak tu jest miło. Byłam też kelnerką, co bardzo lubiłam, byłam sprzedawczynią, kasjerką, barmanką (nie mając pojęcia o alkoholach), siedziałam w okienku jako informatorka w metrze, głównie podszeptywałam, gdzie jest toaleta. Wszystkie te prace dawały mi bardzo dużą satysfakcję. Bawię się życiem! Życie jest zabawą! Co rano się budzę i jestem zadowolona, myślę: co dzisiaj będę robić? Albo mam jakieś zajęcie zawodowe, albo coś piszę, a jak nic takiego nie robię, to myślę sobie: dzisiaj kupię pierogi, usmażę i zwołam moje dzieci.

Jakie rady mogłaby Pani dać naszym czytelnikom? Jaka jest według Pani recepta na życie?

Z każdym seniorem mogę się podzielić radą: nie zwalniać tempa życia i doceniać każdy moment. Kiedyś byłam z kolegą w restauracji, jedliśmy śledzie. W pewnym momencie on się zatrzymał, ja nawet tego nie zauważyłam i wtedy zaczął mnie obserwować. Jem tego śledzia, a on w pewnym momencie powiedział: Krystyna, ty nawet jak jesz tego śledzia, to jesz go z pasją. Ja myślę, że to jest ta recepta na życie: trzeba jeść śledzia z pasją!

Przekleństwem człowieka jest brak pracy. Dokąd się pracuje, dotąd jest się człowiekiem wolnym i niezależnym. Przejście na emeryturę często się kojarzy z nic nie robieniem. To jest straszne. Taki człowiek zaczyna kapcanieć i zaczyna chorować. Trzeba mieć kupę pieniędzy, żeby sobie uprzyjemnić życie, ale kiedy jest się w towarzyskie, wtedy grosze wystarczają. Nawet kiedy byłam tą kasjerką w metrze, ile tam jest do zobaczenia, do przemyślenia, przeżycia!

Ludzie, tak zwani trzeciego wieku, nie powinni się zamykać w swoim kręgu. Powinniśmy dążyć do tego jak było kiedyś: babcia spała na piecu, mama obierała kartofle, a dziecko się bawiło. I wszystko to się działo w jednym pokoju. To też jest bardzo dobre, ja mam świetny kontakt ze swoimi wnukami, nie skarżą się, same chcą przychodzić do babci, żeby się uczyć, bawić, grać. Jeśli będziemy w gronie ludzi tylko po 60-tce, to nie będzie nam to służyć.

Trzeba być odpowiedzialnym za siebie i trzeba sobie zbudować swoje życie, nie można czekać aż nam rząd da zapomogę, ktoś pomoże, a przy tym cały czas narzekać na wszystko.


Rozmawiali: Ewelina Litwin, Krystian Maciaszek