
Spotkanie z Krzysztofem Kunickim ze Stronia z Gminy Łukowica naszej Gminy Przyjaznej Seniorom.
W jego pracowni pachnie drewnem, miodem i historią. Rzeźby stoją w ciszy, jakby cierpliwie czekały na kolejne zdanie opowieści. Obok nich leżą tomiki wierszy — zapis rozmów z pamięcią, przyrodą i ludźmi. Krzysztof Kunicki — poeta, rzeźbiarz, gawędziarz i pszczelarz ze Stronia — tworzy świat spokojniejszy od współczesnego tempa. Mówi poważnie, ale w jego słowach zawsze czai się uśmiech. W rozmowie z Katarzyną Wnękowicz opowiada o sztuce, tradycji i o tym, co w życiu najważniejsze.
Katarzyna Wnękowicz: Twórczość, którą Pan realizuje, ma wiele form — rzeźba, poezja, gawęda. Skąd ta różnorodność?
Krzysztof Kunicki: To moje naturalne drogi wyrażania siebie. Rzeźba daje kształt temu, co czuję ręką, a słowo pozwala zatrzymać chwilę w pamięci. Od najwcześniejszych lat fascynowało mnie drewno, a potem przyszła potrzeba opowiedzenia o tym, co widzę i czuję, która znalazła swój język w wierszach. Jedno bez drugiego byłoby raczej niepełne.
KW: W Pańskiej twórczości mocno przebija się gwara lachowska. Co to dla Pana znaczy?
KK: Gwara to język mojego domu. To pamięć o ludziach, których głosy słyszałem w dzieciństwie. Pisać w gwarze to jak spotkać starych przyjaciół, rodziców, czuć dom — każdy wers brzmi jak rozmowa przy piecu czy na ganku. A przy takich rozmowach zawsze jest i powaga, i żart.
Nie tylko lokalne spotkania przyciągają uwagę publiczności. Kunicki zdobywał także wyróżnienia artystyczne. Podczas konkursu gwary „Lachoskie Godonie” w Niskowej artysta zdobył Grand Prix, co otworzyło mu drogę do kolejnych prezentacji twórczości — także na ogólnopolskim poziomie. To wyróżnienie podkreśla wieloletnią pracę nad gawędziarstwem i zachowaniem regionalnej mowy.
Również na Festiwalu Folkloru Polskiego „Sabałowe Bajania” w Bukowinie Tatrzańskiej, jednym z najważniejszych wydarzeń folklorystycznych w kraju, Kunicki zdobył pierwsze miejsce w kategorii dorosłych gawędziarzy — nagrodę potwierdzającą, że jego opowieści niosą się daleko poza rodzinne strony.
KW: To spektakularne sukcesy. Jak reaguje Pan na takie wyróżnienia?
KK: To ogromna satysfakcja, ale nie robię tego dla laurów. To raczej znak, że droga, którą idę — z piórem i dłutem — ma sens. Każda nagroda przypomina mi o odpowiedzialności za kulturę, którą reprezentuję. A przy okazji mobilizuje i motywuje, żeby pracować dalej.
O jego twórczości mówi się i ją prezentuje. W Powiatowym Centrum Informacji Turystycznej w Limanowej odbyła się rodzinna wystawa prac Krzysztofa i jego żony Marii. Gobeliny, rzeźby oraz prace plastyczne wnuczek stworzyły przestrzeń, w której sztuka spotkała się z codziennością. Opowieści o rodzinnych inspiracjach brzmiały równie mocno jak same dzieła — bo w tej rodzinie twórczość jest sprawą wspólną.
KW: Jaką rolę odgrywa Klub Seniora w Roztoce w Pana artystycznej wędrówce?
KK: Od pierwszego dnia jego istnienia jestem jego członkiem, razem z moją żoną — moją największą inspiracją. To miejsce żywych rozmów, śmiechu i wspólnych pasji. Wiele pomysłów na wiersze czy rzeźby narodziło się właśnie tam.
KW: Oprócz tego prezentował Pan swoją twórczość w bibliotekach i domach kultury, jak podczas spotkania „Pogodejmy po lachowsku” w Męcinie.
KK: To piękne chwile — kiedy z publicznością dzielimy się słowem, śmiechem i wspomnieniami. To nie tylko prezentacja twórczości, ale dialog. Bez ludzi sztuka byłaby samotna.
KW: Czy poleciłby Pan pisanie innym — tym, którzy dopiero próbują nazwać swoje doświadczenia?
KK: Myślę, że warto spróbować. Pisanie nie wymaga wielkich deklaracji. To cicha czynność, która pozwala zatrzymać to, co łatwo umyka. Czasem jedno zapisane zdanie pomaga zrozumieć więcej niż długa rozmowa. Każdy może znaleźć coś dla siebie.
KW: A co pisanie daje Panu osobiście?
KK: Porządkuje świat. Kiedy zapisuję myśli, wracam do nich po czasie i widzę drogę, którą przeszedłem. To zapis pamięci — o ludziach, o miejscu, o codziennych sprawach. Pisanie uczy cierpliwości i pokory wobec czasu.
KW: Co daje Panu największą satysfakcję?
KK: Kiedy ktoś mówi, że odnalazł w moich wierszach własne przeżycia, że moje rzeźby przypominają mu o domu czy przeszłości. To dowód, że twórczość łączy pokolenia. A jeśli mogę jeszcze dzielić to wszystko z żoną, mam poczucie, że sztuka i życie idą w tym samym kierunku.
W pracowni znów zapada cisza. Rzeźby stoją spokojnie, jakby słuchały. Twórczość Krzysztofa Kunickiego to nie tylko obiekty czy wersy — to opowieść o miejscu, tradycji i rodzinie. Poważna w treści, ale opowiadana z ciepłem i humorem. Taka, która zostaje w pamięci.