Supermarketowy Dzień Seniora Andrzej Zawadzki

Supermarketowy Dzień Seniora

Moja sieć handlowa – i nie chodzi absolutnie o stacje benzynowe występujące pod taką marką, a o miejsce, gdzie zazwyczaj robię większe zakupy – ma taką promocję: jednego dnia w tygodniu są specjalnie premiowane zakupy seniorów, czyli osób posiadających kartę 60+. Premia polega na tym, że kilka procent z kwoty zakupów odkłada się do wykorzystania przy następnych zakupach. Dla sieci to doskonała okazja, by elastyczniej konstruować ofertę, a tak naprawdę szybciej wyprzedawać to, co zalega.  Zakupów nie lubię, ale jak tu nie skorzystać z okazji do zarobienia kilku złotych. Zamiast czekać na trzynastą emeryturę – co cztery lata w roku wyborczym – można ją sobie zgromadzić samemu wydając pieniądze. Już kiedyś było takie hasło: kupując, zarabiasz. Tak działały, a może i działają, sieci lojalnościowe. Jasne, że haczyk tkwi w tym „zarabiasz”, bo tak naprawdę tylko więcej wydajesz.

Jedziemy więc z żoną na większe zakupy. Takich jak my jest dużo, więc pierwsze objawy zakupowej gorączki seniorów obserwujemy już na placu parkingowym. Samochodów jest dużo, gorzej ze sprawnością kierowców. A jeszcze mniej jest tych wyrozumiałych i życzliwych. Stąd widzę jakieś gesty kierowców wypasionych bryk, wyrażające dezaprobatę dla zbyt długiego wjeżdżania seniora na wolne miejsce parkingowe. Na szczęście, środkowego palca nikt nie pokazuje, jak to ma często miejsce, gdy nie wpuści się jakiegoś cwaniaka wciskającego się na siłę przed nas. Kiedyś na Racławickiej zobaczyłem w ten sposób tak długi i starannie utrzymany palec pewnej blond piękności, że do dziś jestem pod wrażeniem. Tego palca, nie blondyny.

Chodzących po supermarkecie par seniorów jest dużo, więc nie trudno spotkać kogoś znajomego, w dodatku takiego, którego nie widziało się już dawno. Jak zwykle w takich sytuacjach, zatrzymujemy się na chwilę rozmowy, po czym jednogłośnie i  – jakże zgodnie – rozchodzimy się z hasłem: „Musimy się zdzwonić”, co oznacza, że nikt do nikogo nie zadzwoni, bo to tylko taka bezpieczna figura retoryczna na pożegnanie.

Typowy obrazek jest taki: para małżeńska z dwoma wózkami na zakupy, przy czym ona idzie ze swoim w pozycji wyprostowanej, czujnie rozglądając się w poszukiwaniu okazji i promocji, czasem używając nawet lupy do sprawdzenia składu słoika ze zdrową żywnością; on jest taki przewieszony przez swój wózek, jak płaszcz przez przedramię przy słonecznej pogodzie. Wyraźnie widać, że ją te zakupy kręcą, a on się nudzi, jak kiedyś w wojsku na obowiązkowym dzienniku telewizyjnym. Widać też, że kobieta konsultuje swoje wybory z towarzyszącym jej mężczyzną; jego stać co najwyżej na aprobujące skinienie głowy.

Ale są też nawyki, które mnie śmiesząc denerwują jednocześnie. Rozumiem, że facet ma wybierać w stercie marchwi dotąd, aż zadowoli towarzyszącą mu kobietę. Bo w końcu, co ma lepszego do roboty na zakupach. Ale to niby dyskretne, niezauważalne dla wszechobecnych kamer próbowanie winogron, kiedy tak przechodząc, niby mimochodem, urywa się owoc z grona przy pełnej prędkości marszu. Trzy obroty wokół stoiska i apetyt na winogrona zaspokojony na parę dni. Kiedyś była obok kiszona kapusta w beczce, ale widocznie za mało było kupujących, a za dużo tych, którzy tylko chcieli poznać smak zawartości beczki, bo już kiszona kapusta jest tylko w zamkniętych pojemnikach.

Po obowiązkowym zapełnieniu wózka trzeba wyszukać najkrótszą kolejkę do kasy, choć z satysfakcją zauważyłem, że seniorzy bez problemów posługują się kasami samoobsługowymi, wspomagani zresztą przy tym przez pomocnice, które z pewnością – sądząc po wyglądzie i życzliwości – też są seniorkami. Mimo wszystko chyba oczekujemy czasów, gdy zakupy będzie się robiło bez wyjmowania zakupów z koszyka i płaciło za pomocą specjalnej aplikacji. Teraz zresztą niemal wszystko robi się za pomocą aplikacji, no może z wyjątkiem zmywania naczyń, bo te trzeba jednak przynajmniej włożyć do zmywarki.

Kas jest wprawdzie dużo, ale której by się nie wybrało, to i tak się okaże, że wybrało się źle, bo w sąsiednich kolejka posuwa się szybciej. Na dodatek, zawsze coś się zacina przy poprzedzającym nas koszyku i mamy dylemat: stać cierpliwie, czy szukać innej kasy. Jeśli na dodatek rozlegnie się komunikat o uruchomieniu nowej kasy, wyścigi wózków pełnych zakupów przypominają oglądane na filmach wyścigi kłusaków. Z pewnością padają w tych biegach wyniki godne zmagań olimpijskich. Tak sobie wtedy myślę: gdzie się tak śpieszycie ludzie, czy naprawdę te dwie minuty są dla was tak ważne. A zakupowy dzień dla seniorów to nie żadne happy hours, które trwają przez kilka minut i najczęściej po dwudziestej drugiej.

Andrzej Zawadzki